a niech mnie

Klepię dorosłość kolejny rok.
Tymczasem marzą mi się chwile beztroskiego niezaangażowania w życie.
Chciałabym czasami być tak zwiewnie lekkomyślna i dziecinna jak One.

Ale ale… kroki milowe nadchodzą.
Coś się kończy, coś zaczyna.

Dorosłość upomina się o Nich.
Jedni szkołę zaczynają, inni do niej wracają.
Szkolna ławko nadchodzimy.
Szkolne obowiązki nadciągają.
One się cieszą, my martwimy.

Tłuką mi się po głowie refleksje o tych życiowych kamieniach milowych.
Bardziej Ich, niż moich. Choć One są tego zupełnie nieświadome.
Za 11 dni wiele przyjaźni rozejdzie się po świecie.
Pierwsze małe zakochania się skończą.
Tylu przyjaciół być może nie zobaczą już nigdy. Lub na wiele, wiele lat.
One tego nie wiedzą. Wiemy my.

Gdzieś w głębokim dołku słychać ciche ech…
Kończy się w naszym domu dzieciństwo na pełen etap.
Dorosłość zaczyna zaglądać i przynosić swoje zabawki.
One są na to gotowe.
Ja nie.
Od wczoraj myślę jakby to zatrzymać czas.
Choćby na chwilkę.

rozmowy

kocham w moich dzieciach również to, jak bardzo zmieniają mnie rozmowy z nimi.
pokazują mi nowe kierunki, inne perspektywy, upraszczają i komplikują jednocześnie.
moje spojrzenie na świat wzbogacone w ich postrzeganie – widzenie i rozumienie świata.
jest to wartość, której nie można przecenić.

chciałabym żeby to nigdy nie minęło. żebyśmy zawsze tak rozmawiali.

nie rozumiem

Przyznaję, że czasami zupełnie nie rozumiem tego świata.
Chociaż nie. Nie rozumiem ludzi na tym świecie. W ogóle.

Przychodzę do firmy świadczącą jakąś tam usługę i mówię… Panie… chcę żeby pan przyszedł do mnie i wycenił oraz wykonał usługę. Zapłacę. Jestem zainteresowany. Jestem klientem, który sam przyszedł i chce dać panu zarobić.

I co? I dupa. Nie mogę się doprosić. Ja dzwonię i proszę o wycenę, o termin, o zrobienie.
Ja klient proszę się, żeby komuś dać zlecenie i za nie zapłacić?
To ja zwariowałam czy jednak ten świat?

Druga sytuacja jest analogiczna.
Pani…. chcę skorzystać z pani oferty. Pojechać na turnus z dziećmi z pani firmą. Jestem zainteresowana, chcę wpłacić zaliczkę, proszę o nr konta, o informacje. O plan wyjazdu. Jestem zdecydowana. Na 100%.
Chcę wydać X tyś zł na wyjazd zorganizowany przez pani ośrodek.
Miesiąc ciszy, brak odpowiedzi. Telefon nie odbiera się.
To ja zwariowałam czy jednak ten świat?

Nie rozumiem.
Czasami czuję, że to w ogóle nie moja bajka.

sprzeczności

Tkwią we mnie.
Pełna symbioza, która rozrywa od środka.
Chcę i nie chcę.
Na szczęście(?) też nie mam wyboru.
Dzień za dniem.
Aż mnie rozsadzi od środka.
Lub zgnije i będzie tylko smród.

Tymczasem.
Kto rano wstaje, ten idzie spać przed północą.

cierpliwość

dlaczego…. DLACZEGO cierpię na chroniczny brak, a wręcz zanik tej cechy?
gdyby cierpliwość sprzedawano w pigułkach, zjadłabym na raz całe opakowanie!

potrzeba mi więcej akceptacji… ich i samej siebie.
oraz błagam żeby zalała mnie FALA CIERPLIWOŚCI.

zwariuje kiedyś. np. wczoraj.

gotowość

Nie znasz dnia ani godziny.
W każdej chwili może przyjść i zadać pytanie, które wbije cię w ziemię i wywoła alarm paniki szarych komórek.
A te mądre oczy czekają na odpowiedź.
Nie jakąś.
Taką, w którą uwierzą. Która będzie prawdziwa, prawdopodobna, logiczna. Dla nich.

W niedzielny słoneczny poranek przyjdą i walną z grubej rury.
Mamo… ile ma się lat kiedy się umiera?
Skąd takie pytania? No skoro bawią się w umieranie i chodzenie do nieba, to taki szczegół jest potrzebny.

Będąc w nieustannej gotowości czasami czuję się bardzo niegotowa.
Tabu nie istnieje. Tematów niewłaściwych i zakazanych nie ma.